poniedziałek, 24 października 2016

Rozdział VI. Wycieczka do Schleißheim

Jeszcze przed przyjazdem tutaj powiedziałam sobie, że będę korzystała z pobytu tutaj w 100%! Każda wycieczka, każde wydarzenie, każda nadarzająca się sposobność spędzenia mile czasu (oczywiście jeżeli tylko starczy mi pieniędzy oraz czasu). Nie musiałam długo czekać na pierwszą wycieczkę.  

Taka piękna pogoda była! :D

Pierwsza wycieczka odbyła się do Schleißheim - zwiedzanie przepięknego zamku, następnie obiad w typowo bawarskiej restauracji, a następnie dojazd do "środka" Monachium i tam postawiłam swoje pierwsze kroki w przepięknym, nastrojowym, klimatycznym i jakże bogatym Monachium. No ale po kolei...

Zbiórka przy dworcu w Augsburgu miała miejsce ok. 8:20. Wierzcie bądź nie - nie chciało się wstać w sobotę rano, oj, nie chciało. No ale skoro już miałam zapłacony przejazd (za śmieszne pieniądze równe 5 Euro) to wstałam, ogarnęłam się i wyszłam. Paulina wiedziała co i jak i gdzie, także wystarczyło, że się pod nią podłączyłam... i wiedziałam, że trafię tam, gdzie powinnam. 

Pierwszym punktem był oczywiście zamek w Schleißheim. Zwiedzanie odbyło się dwujęzykowo - grupa niemiecka i grupa angielska (oczywiście w drugiej grupie było znacząco więcej członków... bo w końcu Erasmus). Jednakże coś czuję, że właśnie w grupie niemieckiej było ciekawiej. Ludzie dopytywali się, a sama opowieść o władcy Bawarii robiła wrażenie. Podobnie zresztą jak sama budowla. Polecam wszystkim miłośnikom zabytków!

Monachium, wrócę do Ciebie <3 <3 <3

Później przyszedł czas na obiad, który zjedliśmy wszyscy wspólnie a przy tym w grupkach. Do mnie i Pauliny dosiedli się Chorważka i Włoch - przekochani ludzie! Z marszu ich polubiłam i prawdopodobnie zakoleguję się z nim na dłużej, ponieważ spodobało mi się szczególnie ich podejście co do poznawania samych siebie. Okej, fajnie spotkać swojego rodaka na obczyźnie, ale trzymanie się z nim przez cały czas, a tym samym zamykanie się na obce kultury, jest typowym lenistwem. Poznając innych ludzi, z którymi musimy rozmawiać w obcym dla nas języku, jest lekcją wręcz potrój: poznajemy obcy język, poznajemy człowieka... no i poznajemy samych siebie!

Po obiedzie przyszedł czas na poznanie chociażby w minimalnym stopniu Monachium. Monachium jest zbyt dużo i zbyt wiele ma do zaproponowania, by trzy godziny starczyły. Jednakże i tak zdążyliśmy uchwycić coś ciekawego w postaci panoramy miasta z lotu ptaka, przejścia się po ulicach miasta i zobaczenia tego czegoś, co sprawia, że z jednej strony jesteś pozytywnie zaskoczony, a przy tym pragniesz znowu tu przyjechać i poznać to miasto całkowicie. No a przynajmniej ja tak poczułam, wędrując pomiędzy tłumem ludzi, który nieustannie nas otaczał    

Nagrane przez Paulinę - swoisty rodzaj breakdance'a! :D


Wróciłam zmęczona, ale zadowolona, ponieważ kolejny dzień był dniem udanym, a niestraconym. Nowi ludzie, nowe miejsca, nowe doświadczenia! I to lubię! <3

5 komentarzy:

  1. Monachium - byłam tam kilka razy:) Bawaria ciekawa część niemieckiego landu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdjęcia są tak piękne, że już mam ochotę tam być! Miałaś szczęście, że pogoda dopisywała :)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie byłam w Monachium, jedynie w Kolonii (też piękne miasto, warto zwiedzić).
    Zazdroszczę udziału w Erasmusie. Sama chciałabym wziąć w nim udział na studiach :D Zerknę na twoje wcześniejsze wpisy, by dowiedzieć się więcej na ten temat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet się nie zastanawiaj dwa razy - jak tylko nadarzy się okazja, od razu jedź na Erasmusa! Nie będziesz żałowała, obiecuję!

      Usuń